2013-07-26 00:53

O "dereglamentacji" urbanistów - jak prawnik z prawnikiem

Bój o deregulację zawodu urbanisty niespodziewanie przybiera na sile. Izba Urbanistów (w akcie desperacji?) sięgnęła po najcięższy kaliber argumentów: opinie prawne „ekspertów konstytucjonalistów  w przedmiocie konstytucyjności przepisów projektu ustawy o ułatwieniu dostępu do wykonywania niektórych zawodów regulowanych, w zakresie dotyczącym samorządu zawodowego urbanistów” przesyłając je 18 lipca br. do Premiera Rządu, Ministra Sprawiedliwości oraz Prezesa Rządowego Centrum Legislacji.

Po lekturze tych opinii przypomniała mi się fabuła znanego polskiego filmu Vabank II, w finale którego „wykiwany” przez „konkurencję” bohater powtarza półprzytomnie: kto, kto to zrobił?!

No właśnie: kto to zrobił? Kto wymyślił i opracował szczegóły a także uzasadnił konieczność dereglamentacji zawodu urbanisty?

Odpowiedź jest oczywiście prosta i nie powinna nikogo dziwić: prawnicy (Ministerstwa Sprawiedliwości).

Pytanie drugie: kto przygotował (na zlecenie IU) kontropinie prawne?

Odpowiedź jest również prosta i nie powinna nikogo dziwić: prawnicy.

Popatrzmy zatem co z tej „szermierki”, stricte prawnej, wynika.

Oto fragment opinii prawnej jednego z ekspertów konstytucjonalistów:

(…)Nie ulega wątpliwości, że pomimo, iż formalnie projekty aktów planistycznych sporządzają i uchwalają organy jednostek samorządu terytorialnego, to jednak brak udziału w toku tej procedury wykwalifikowanych urbanistów nie pozwoli organom gminy, czy województwa na zapewnienie uwzględnienia w planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym wymagań ładu przestrzennego. Udział urbanistów w opracowywaniu projektów planów zagospodarowania przestrzennego województwa, studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy oraz miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego jest gwarantem rzetelności, jakości i wysokiego poziomu merytorycznego tych aktów planistycznych, a zatem jest również gwarantem poszanowania interesu publicznego.(…)

Przytaczam ten właśnie fragment, ponieważ ilustruje eksperckie (prawnicze) postrzeganie „udziału urbanistów w opracowywaniu” – niestety, identyczne z postrzeganiem tego „udziału” prze stronę rządową (prawniczą).

W jednym z ubiegłorocznych artykułów wyraziłem głębokie przekonanie, że deregulacja zawodu urbanisty ostatecznie nie zostanie zrealizowana.

Pisałem wtedy:

Mając na uwadze zawartość merytoryczną (a raczej to czego brak a być powinno) upublicznionego właśnie rządowego projektu „deregulacji zawodu urbanisty” trudno zresztą o jakikolwiek inny wniosek.(…). Wyszedłem z paralelnego założenia, że nie można przecież „zderegulować” zawodu lekarza, mówiąc: od jutra leczyć będą mogli wszyscy, nie tylko lekarze. To przecież ewidentnie niemożliwe, niezależnie od tego jak wiele „miejsc pracy” taka „deregulacja” by stworzyła.Co więcej, byłem równie głęboko przekonany (…), że absurdalność takiego sposobu deregulacji to dla wszystkich „oczywista oczywistość” – aksjomat, prawdziwości którego się nie dowodzi.(…)

Minął prawie rok a spór o „oczywistą oczywistość” trwa w najlepsze – co ciekawe, wyłącznie między prawnikami.

Ale trudno się temu dziwić w sytuacji kiedy urbaniści oddali całą sprawę w ręce właśnie prawników a sami już dawno „rozjechali się do domów z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku”.

A tak na marginesie - dziwny to sposób obrony korporacji „cudzymi” (prawnymi) argumentami – sens istnienia zawodu urbanisty opiera przecież się na przesłankach merytorycznych a nie prawnych:

  • sporządzanie planu zagospodarowania przestrzennego to zespalanie dwóch rozłącznych pojęciowo bytów: merytorycznego i prawnego w jeden byt merytoryczno-prawny;
  • istotą powyższego procesu jest odwzorowanie (opisanie) części merytorycznej (czyt.: koncepcji urbanistycznej) w wymiarze prawnym (językiem obowiązującego prawa);
  • koncepcja urbanistyczna (część merytoryczna planu) to domena urbanisty, czyt.: specjalisty „o wykształceniu i przygotowaniu fachowym związanym bezpośrednio z teorią i praktyką planowania przestrzennego”;
  • o jakości przestrzeni decyduje wyłącznie warstwa  merytoryczna planu (koncepcja urbanistyczna) - nawet najlepsza warstwa prawna planu oparta na kiepskiej koncepcji urbanistycznej, nie zapewni ładu przestrzennego.

„Pojedynek” na opinie prawne to jest sprowadzanie dyskusji deregulacyjnej na boczne tory – „konstytucjonalistów ci u nas wielu” – jak będzie trzeba znajdą się kolejni, jeszcze bardziej utytułowani i wyposażeni w „konstytucyjne” argumenty, doktryny i wykładnie prawa.

Istotą problemu nie jest taka czy inna forma istnienia zawodu urbanisty ale odpowiedź na proste pytanie: czy chcemy polską przestrzeń naprawiać czy kontynuować jej dotychczasową destrukcję?

Jeśli chcemy zacząć naprawę przestrzeni, to jest oczywiste, że musimy mieć profesjonalistów od tej przestrzeni ale przede wszystkim profesjonalne otoczenie prawno-finansowe.

Jeśli godzimy się na dalszą dewastację przestrzeni to jakie ma znaczenie czyimi rękami?

Wystarczy nie przeszkadzać.

—————

Powrót


Skomentuj

Nie znaleziono żadnych komentarzy.

Wstaw nowy komentarz





Ankieta

Jak oceniasz portal kontrURBANISTA?

bardzo interesujący (445)
86%

interesujący (30)
6%

nie mam zdania (11)
2%

mało interesujący (14)
3%

zdecydowanie nieinteresujący (19)
4%

Całkowita liczba głosów: 519


Ankieta

Oceń artykuł

bardzo interesujący (5)
71%

interesujący (0)
0%

nie mam zdania (1)
14%

nieinteresujący (1)
14%

Całkowita liczba głosów: 7


 

 



   PUBLIKACJE PORTALU 



  



Ankieta

Istnieje hipoteza, iż na początku był chaos. Czy obecny stan polskiej przestrzeni to:

twórcze rozwinięcie pierwotnej koncepcji (279)
74%

jej konsekwentna kontynuacja (29)
8%

nieudolne naśladownictwo (71)
19%

Całkowita liczba głosów: 379