2014-01-07 01:14

Widmo ładu przestrzennego?

Temat, o którym w tytule, gościł już na tym portalu wielokrotnie, tyle tylko że poruszany „przy okazji”  i dość pobieżnie.

 I tak na przykład w lipcu 2012 roku w artykule Ludwiku i Sabo... pisałem:

(…) À propos toczonych obecnie dyskusji nad zmianami w prawie – jeśli dyskusję rozumiemy jako łac. discussio – roztrząsanie (problemów) to prawdziwych dyskusji nad zmianami w prawie regulującym problematykę planowania przestrzennego nie było w Polsce nigdy.

Dotychczas „roztrząsano”, owszem, bardzo często, ale jedynie gotowe „patenty” a nie problemy, które istnieją w praktyce planowania przestrzennego – w Polsce nigdy nie prowadzono kompleksowych badań nad praktycznym funkcjonowaniem planowania przestrzennego.

Sięganie do praktyki (diagnoza) jest przede wszystkim czaso- i pracochłonne. Ponadto wprawdzie jest jedynym sposobem uzyskania wiedzy na temat rzeczywistych problemów, które istnieją w praktyce planowania przestrzennego ale zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że zdiagnozowane problemy będą inne niż rozwiązywane w „patentach”.

Otóż to, postawmy śmiało to teoretyczne pytanie: co w (hipotetycznej oczywiście) sytuacji, kiedy rzeczywiste problemy są inne niż „rozwiązywane” w rekomendowanym aktualnie „patencie”?

Albo inaczej: jakie są rzeczywiste problemy ostatniej dekady planowania przestrzennego w Polsce?

Odpowiedzi na to ostatnie pytanie szukałem m.in. w artykule Nowe dobro narodowe:

Chciałoby się rzec za Szwejkiem: Jak tam było tak tam było ...itd.

 No dobrze, ale jak było naprawdę?

Jeśli chodzi o próby okiełznania polskiej przestrzeni jedno trzeba sobie wyraźnie powiedzieć: przez ostatnie dwie dekady okazję do takich działań miały wszystkie opcje polityczne i wszystkie dotychczas podejmowane próby zakończyły się dokładnie tak samo.

Z problemem nie poradziły sobie: kolejne parlamenty, kolejne ekipy rządowe, środowiska naukowe i korporacje związane z problematyką.

Trochę to wszystko zastanawia (ta ponadczasowa, narodowa niemoc) ale najwidoczniej w Polsce ład przestrzenny jest, obiektywnie rzecz ujmując, niemożliwy.

Bezład przestrzenny okazuje się być bytem „ponadpartyjnym” – można by rzec „ogólnonarodowym”.

Przytoczyłem te dwa cytaty nieprzypadkowo – uświadomiłem sobie bowiem, że w tych dwóch fragmentach zawiera się kwintesencja naszej polskiej planistycznej przeszłości, teraźniejszości i przyszłości (niestety) jednocześnie.

Pomimo dwudziestu  lat dochodzenia do konstatacji, że polski bezład przestrzenny okazuje się być bytem „ponadpartyjnym” myślę, że jednak nie powinniśmy mieć problemu z wyciągnięciem na tej podstawie (mam nadzieję, że oczywistego dla wszystkich) wniosku, że walka z polskim bezładem przestrzennym, dla swej skuteczności, powinna (musi) mieć identyczny tj. „ponadpartyjny” charakter.

Do rozstrzygnięcia w tej mierze pozostawałaby jeszcze tylko jedna, „pozaplanistyczna” kwestia: czy w dzisiejszej Polsce cokolwiek może mieć „ponadpartyjny” albo inaczej „ogólnonarodowy” charakter?

Jak pokazuje rzeczywistość, z tym wyciąganiem „oczywistych wniosków” mamy jednak w dalszym ciągu problem – właśnie trwają kolejne próby "okiełznania problemów polskiej przestrzeni". Niestety próby te nie mają ani „ponadpartyjnego” ani „ogólnonarodowego” charakteru.

Póki co, realizowane są wedle sprawdzonej dotychczas, bezpiecznej metody omijania szerokim łukiem wyprzedzającego (niestety, czaso- i pracochłonnego) diagnozowania rzeczywistych problemów polskiej planistyki.

Mimo to sądzę, że ta kolejna "reforma planistyczna" zakończy się jak wszystkie dotychczasowe, „kolejnym sukcesem” – „rozwiąże wszystkie problemy planistyczne”.

Jestem też przekonany, że zwycięzców (reformatorów) nikt nie będzie pytał, czy "rozwiązane problemy" są rzeczywistymi – ta kwestia z całą pewnością ujawni się samoistnie – ale, niestety, dopiero za kilka lat.

Jak napisałem wcześniej, sięganie do praktyki (diagnoza) jest przede wszystkim czaso- i pracochłonne ale jest jedynym sposobem uzyskania wiedzy na temat rzeczywistych problemów, które istnieją w praktyce planowania przestrzennego.

Cóż to za problemy i skąd taka do nich niechęć kolejnych reformatorów?

Myślę, że podstawowym wyróżnikiem problemów polskiej „rzeczywistości planistycznej” jest ich szeroko rozumiana niekompatybilność z „kadencyjnym zegarem” (parlamentarno-rządowym i samorządowym) – skala „planistycznych zaszłości” i wynikająca stąd rozległość koniecznych działań reformatorsko–naprawczych na każdym z wymienionych poziomów (parlamentarnym, rządowym, samorządowym) powodują, że problematyka planistyczna jako „ponadkadencyjna” jest „z automatu” marginalizowana.  

W praktyce, jeśli podejmowane są jakiekolwiek działania „reformatorsko-naprawcze”, siłą rzeczy ich harmonogramy mają ściśle „kadencyjny” i „partyjny” wymiar i najczęściej głównie piarowski charakter.

Oczywiście to tylko takie moje prywatne „imaginacje” – być może rzeczywistość, o której piszę jest dużo bardziej skomplikowana i to moje czarno-białe widzenie jest kompletnie naiwne.

Mimo to nie potrafię pojąć, dlaczego jako cywilizowane społeczeństwo żyjące w środku Europy, od tylu lat i tak bezwolnie tkwimy w totalnym chaosie otaczającej nas przestrzeni?

 

—————

Powrót


Skomentuj

Nie znaleziono żadnych komentarzy.

Wstaw nowy komentarz





Ankieta

Jak oceniasz portal kontrURBANISTA?

bardzo interesujący (445)
86%

interesujący (30)
6%

nie mam zdania (11)
2%

mało interesujący (14)
3%

zdecydowanie nieinteresujący (19)
4%

Całkowita liczba głosów: 519


Ankieta

Oceń artykuł

bardzo interesujący (6)
100%

interesujący (0)
0%

nie mam zdania (0)
0%

nieinteresujący (0)
0%

Całkowita liczba głosów: 6


 

 



   PUBLIKACJE PORTALU 



  



Ankieta

Istnieje hipoteza, iż na początku był chaos. Czy obecny stan polskiej przestrzeni to:

twórcze rozwinięcie pierwotnej koncepcji (279)
74%

jej konsekwentna kontynuacja (29)
8%

nieudolne naśladownictwo (71)
19%

Całkowita liczba głosów: 379