2011-03-22 21:34

(Mea) culpa, (mea) maxima culpa?

Teza, że plany zagospodarowania przestrzennego są ważne, czasami nawet bardzo, pojawia się w mediach niezmiennie od wielu lat – jest przywoływana w różnych kontekstach, przez różne podmioty*** i na różne potrzeby, często zaskakująco odległe od problematyk stricte planistycznych.

Okazuje się bowiem, że z planami zagospodarowania jest trochę tak jak ze zdrowiem w znanej fraszce Jana Kochanowskiego:

Szlachetne zdrowie

nikt się nie dowie

jako smakujesz

aż się zepsujesz.

Problem jedynie w tym, że choć „planistyczne zdrowie” już dawno się „zepsuło” dookoła słychać jedynie rzewne wspomnienia „utraconego smaku”.

Dokładnie rok temu na blogu mieszkaniowyblox.pl pojawił się wpis pod intrygującym tytułem:

Dlaczego plany zagospodarowania są tak ważne?

W dyskusji pod wpisem, zwróciłem uwagę na dość powszechny błąd (zawarty także w tytułowym pytaniu) popełniany w rozważaniach na temat planów zagospodarowania przestrzennego – wypaczający skutecznie sens tych rozważań i odwracający uwagę od istoty problemu:

Dlaczego plany zagospodarowania są tak ważne? Bardzo dobre pytanie tyle tylko, że brak mi w tym tekście właściwej odpowiedzi.

Jest oczywiste, że plany są ważne ponieważ ich istnienie pozwala znacząco skrócić procedury lokalizacyjne wszelkich inwestycji. W przeciwieństwie do sytuacji braku takich planów, kiedy wymagany etap określania warunków zabudowy ciągnie się całymi miesiącami bez końcowej gwarancji ich uzyskania.

To wszystko prawda ale z tego wynika, że tytułowe pytanie powinno brzmieć raczej: dlaczego lepiej mieć informacje o stanie prawnym (planistycznym) terenu w kilka minut (czyli tylko tyle ile trzeba na przeczytanie ustaleń planu miejscowego) a nie w kilka lub w kilkanaście miesięcy?

Prawdziwym problemem polskiej przestrzeni nie jest jednak, niestety, brak planów zagospodarowania przestrzennego ale ich kiepska jakość.

Plan zagospodarowania to generalnie dwie uzupełniające się wzajemnie kalki: przeznaczenie terenu oraz warunki zabudowy i zagospodarowania w ramach tego przeznaczenia.

O ile pierwsza kalka jest (od biedy) w tych planach zdefiniowana to z kalką drugą jest, niestety większy problem (bardzo często brak takich rzeczywistych ustaleń). Nie wymaga udowadniania, że w takiej sytuacji do chaosu przestrzennego i wszelkich konfliktów tylko krok.

Można nawet zaryzykować tezę, że brak takiego planu byłby mniejszą szkodą dla przestrzeni, inwestora i jego sąsiadów ponieważ w formule decyzji administracyjnej wzzt zastępującej plan miejscowy istotą merytorycznego rozstrzygnięcia są właśnie warunki zabudowy i zagospodarowania terenu.

Podawane powszechnie do publicznego wierzenia wskaźniki pokrycia powierzchni gmin planami miejscowymi są tylko wskaźnikami (kompletnie bezwartościowymi zresztą).

Co to w praktyce oznacza? Dążenie dzisiaj do jakichkolwiek ułatwień w zakresie pozwoleń na budowę (lub ich likwidacji) doprowadzi nieuchronnie do gigantycznej katastrofy polskiej przestrzeni.

Warunkiem niezbędnym w/w rewolucji w prawie budowlanym jest wyprzedzająca zasadnicza reforma przepisów planistycznych, przywrócenie obowiązkowego sporządzania planów zagospodarowania przestrzennego.

Generalnych zmian wymaga również sposób i zakres kształtowania ustaleń planistycznych tak aby w sposób optymalny przygotowywały przestrzeń na proponowaną liberalizację prawa budowlanego.

Miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego jest wypadkową wielu składowych, takich jak: jakość obowiązującego prawa, kwalifikacje: urzędników gminnych i „współpracujących w procedurze” oraz poziom profesjonalizmu urbanisty sporządzającego projekt planu.

Szczególnie w tym ostatnim przypadku rzeczywistość nie pozostawia zbyt wiele miejsca na optymizm. Wspominałem o tym swego czasu w ramach dyskusji na portalu urbanistyka.info:

Istniejący system przyznawania uprawnień uniemożliwia pełną weryfikację posiadanych kwalifikacji do wykonywania zawodu urbanisty.(…)

W polskiej urbanistycznej rzeczywistości funkcjonujący uprawnieni urbaniści posiadają uprawnienia uzyskiwane w co najmniej trzech "systemach weryfikacji" umiejętności, wzajemnie rozłącznych. Taki jest stan istniejący.

Jedynym sposobem uporządkowania "rynku" uprawnień urbanistycznych jest wprowadzenie systemu, który przesunie punkt ciężkości z kwestii "skąd przybywasz?" na kwestię "co potrafisz?".

Tyle tylko, że to "co potrafisz?" będzie się odbywało poprzez weryfikację praktyczną a nie poprzez selekcję "izbową" (komisje kwalifikacyjne).

Co to znaczy "weryfikacja praktyczna"?

Najkrócej ujmując to jest to czego obecnie nie ma - wiele setek planów jest unieważnianych przez organy nadzoru i sądy administracyjne a ich autorzy, bez jakichkolwiek konsekwencji projektują i funkcjonują sobie dalej na rynku.

Na równi z urbanistami, którzy takich wpadek "nie zaliczyli".(…)

Każdy towar, jeśli jest deficytowy podlega reglamentacji. Dzisiaj pracy dla urbanistów jak na lekarstwo; jest więc "reglamentowana" - to obecnie jedyne uzasadnienie dla istnienia uprawnień urbanistycznych( w obecnej formule).

Jakość dużej części tzw. planów miejscowych wprowadzanych do obiegu prawnego, świadczy o jednym - do ich sporządzenia nie były potrzebne jakiekolwiek uprawnienia (czyt.: umiejętności).

Proponowana odpowiedzialność „za czyny” urbanisty nie jest rozwiązaniem całkowicie nowym – w ustawie o zagospodarowaniu przestrzennym problematykę odpowiedzialności rozwiązano w sposób niezwykle prosty i skuteczny:

Art. 54.

1. Odpowiedzialności zawodowej, w rozumieniu ustawy, podlegają osoby posiadające uprawnienia urbanistyczne, które przy wykonywaniu czynności, określonych w art. 51, naruszają przepisy ustawy lub przepisy szczególne.

2. Prezes Urzędu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast, w stosunku do osób, o których mowa w ust. 1, moze z tytułu odpowiedzialności zawodowej orzec w drodze decyzji, karę:

1) upomnienia albo

2) zawieszenia uprawnień z obowiązkiem zdania egzaminu albo

3) cofnięcia uprawnień.

3. Prezes Urzędu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast może wszcząć postępowanie z tytułu odpowiedzialności zawodowej, w stosunku do osób, które naruszyły przepisy ustawy lub przepisy szczególne.

4. Przed wydaniem decyzji, o której mowa w ust. 2, Prezes Urzędu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast zasięga opinii powołanej przez siebie Komisji Odpowiedzialności Zawodowej. Komisja może zgłosić wniosek o przeprowadzenie rozprawy z udziałem przedstawiciela właściwego stowarzyszenia zawodowego.

5. Zawieszenie lub cofnięcie uprawnień urbanistycznych podlega odnotowaniu w rejestrze, o którym mowa w art. 53 ust. 2.

6. Wojewoda, orzekając, w postępowaniu określonym w art. 18 ust. 2 pkt 13 oraz w art. 44 ust. 3, o niezgodności z prawem przedstawionych dokumentów (planu miejscowego i wzzt), przesyła do Prezesa Urzędu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast kopię tego orzeczenia.

 

Może warto powrócić do tej prostej formuły obligatoryjnego przesyłania „orzeczeń o niezgodności” do Izby Urbanistów?

***

Dwa żywioły

wlochy.free.ngo.pl

Kongres budownictwa

Planowanie przestrzenne, durnie!

Budujmy zgodnie z planem

Kilka uwag do polityki przestrzennej

Czarna lista barier dla rozwoju przedsiębiorczości 2010

Jak rząd może zrealizować swoje założenia

 

—————

Powrót





Ankieta

Jak oceniasz portal kontrURBANISTA?

bardzo interesujący (444)
86%

interesujący (30)
6%

nie mam zdania (10)
2%

mało interesujący (13)
3%

zdecydowanie nieinteresujący (19)
4%

Całkowita liczba głosów: 516


Ankieta

Oceń artykuł

bardzo interesujący (4)
100%

interesujący (0)
0%

nie mam zdania (0)
0%

nieinteresujący (0)
0%

Całkowita liczba głosów: 4


 

 



   PUBLIKACJE PORTALU 



  



Ankieta

Istnieje hipoteza, iż na początku był chaos. Czy obecny stan polskiej przestrzeni to:

twórcze rozwinięcie pierwotnej koncepcji (276)
74%

jej konsekwentna kontynuacja (28)
7%

nieudolne naśladownictwo (70)
19%

Całkowita liczba głosów: 374