2013-11-05 00:05

Budżety gminne w kodyfikacyjnej kąpieli

Po kilkukrotnym (uważnym, jak mi się wydaje) przeczytaniu Tez do kodeksu urbanistyczno-budowlanego…przypomniała mi się wypowiedź jednego z prominentnych przedstawicieli środowiska urbanistów, który swego czasu publicznie stwierdził m.in.:

(…)„Czy miasta w Polsce zbankrutują?” Tak, przy obecnym prawie muszą zbankrutować. Choć ostatnio coraz częściej skutecznie przed tym się bronią (co bardziej zaradne gminy). Ostatnimi czasy gminy przystępują do szeregu „zmian” w uchwalonych przed laty planach miejscowych. Na czym te „zmiany” polegają ? Nie trudno odgadnąć, że obejmują one głównie likwidację terenów pod inwestycje celu publicznego – dróg publicznych, terenów pod oświatę, pod usługi sportu itp.

Oczywiście takie „zmiany” do planu znoszą koszty, które gminy musiałyby ponieść, a na które nie mają funduszy. W tych „zmianach” do planu o ładzie przestrzennym już mowy nie ma. Trudno to nazwać planowaniem przestrzennym, czy urbanistyką.(…)

Oto do czego, w swej determinacji, gotowe są posunąć się gminy dla ratowania swoich budżetów przed „uwarunkowanym ustawowo” bankructwem.

Dlaczego o tym piszę? Powróćmy na chwilę do Tez do kodeksu a konkretnie do Tezy 138:

„Obszary rozwoju zabudowy wyznacza się w miarę potrzeb, spośród terenów niezainwestowanych lub słabo zainwestowanych, w celu zabezpieczenia potrzeb społeczności lokalnej, w szczególności w zakresie: budownictwa mieszkaniowego, usług i produkcji, infrastruktury technicznej, przestrzeni publicznych oraz systemu zieleni publicznej.”

Jak możemy dalej przeczytać, na tak wyznaczonych obszarach rozwoju zabudowy jedynym instrumentem zarządzania tą przestrzenią będą plany zagospodarowania przestrzennego - tutaj sporządzane obligatoryjnie.

Wiemy też, że w sytuacji, kiedy gmina nie wywiąże się z planistycznego obowiązku w takim przypadku plan miejscowy sporządzi wojewoda i wyda w tej sprawie zarządzenie zastępcze.

Można się jedynie domyślać, że koszty tego zarządzenia każdorazowo poniesie gmina (bo na pewno nie wojewoda).

Jeśli więc dzisiaj gminy wymyślają takie „patenty” jak opisany na wstępie, któż może zagwarantować, że „co bardziej zaradne”, nauczone doświadczeniem „profilaktycznie” nie odstąpią w ogóle od wyznaczania w studium gminy obszarów rozwoju zabudowy?

Oczywiście, w ramach posiadanego przez siebie władztwa planistycznego!

Czy w takiej sytuacji będzie można mówić o ładzie przestrzennym a zarządzanie taką przestrzenią będzie można nazwać planowaniem przestrzennym, czy urbanistyką?

—————

Powrót


Skomentuj

Nie znaleziono żadnych komentarzy.

Wstaw nowy komentarz





Ankieta

Jak oceniasz portal kontrURBANISTA?

bardzo interesujący (445)
86%

interesujący (30)
6%

nie mam zdania (10)
2%

mało interesujący (14)
3%

zdecydowanie nieinteresujący (19)
4%

Całkowita liczba głosów: 518


Ankieta

Oceń artykuł

bardzo interesujący (5)
100%

interesujący (0)
0%

nie mam zdania (0)
0%

nieinteresujący (0)
0%

Całkowita liczba głosów: 5


 

 



   PUBLIKACJE PORTALU 



  



Ankieta

Istnieje hipoteza, iż na początku był chaos. Czy obecny stan polskiej przestrzeni to:

twórcze rozwinięcie pierwotnej koncepcji (278)
74%

jej konsekwentna kontynuacja (29)
8%

nieudolne naśladownictwo (71)
19%

Całkowita liczba głosów: 378