2010-01-21 17:19

Eko-urbanistyka albo dehumanizacja przestrzeni

Stworzył tedy Bóg człowieka na wyobrażenie swoje; na wyobrażenie Boże stworzył go; mężczyznę i niewiastę stworzył je.” (Rdz 1,27).

I błogosławił im Bóg, i rzekł do nich Bóg: Rozradzajcie się, i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię; i czyńcie ją sobie poddaną; i panujcie nad rybami morskimi, i nad ptactwem niebieskim, i nad wszelkim zwierzem, który się rusza na ziemi.” (Rdz 1,28).

I widział Bóg wszystko, co uczynił, a oto było bardzo dobre (…)” (Rdz 1,31)

Takie były początki, generalnie - cytując słowa z Księgi Rodzaju - bardzo dobre.

Szczególnie dobre było: niezwykle precyzyjne wyznaczenie człowiekowi miejsca, jakie, w utworzonym właśnie wszechświecie, miał zająć i określenie roli, jaką ma odegrać.

Czy wypada dzisiaj te boskie zamysły wobec człowieka (przypomnijmy: stworzonego na wyobrażenie Boże) weryfikować.

No, może weryfikować nie przystoi (w końcu autor to nasz Stwórca) ale doprecyzować, uszczegółowić i przede wszystkim uwspółcześnić – o, to już zdecydowanie tak.

Tak się zresztą stało i dzisiaj możemy się już cieszyć całkowicie uwspółcześnioną wersją prologu Księgi Rodzaju, w której to wersji sztandarowym hasłem jest ekorozwój.

Ekorozwój jest niestety pojęciem mocno zgeneralizowanym, dlatego jest intensywnie implementowany we wszystkich obszarach aktywności ludzkiej.

W urbanistyce proces implementacji właściwie już się dokonał, formalnie więc dzisiaj jedyną poprawną formą, której powinniśmy używać jest  „eko-urbanistyka” (eko-urbanista).

Tak czy inaczej wszystko zmierza do szczęśliwego zakończenia tj. pardon ekorozwoju. I dzięki Bogu!

To znaczy, czy na pewno dzięki Panu Bogu to nie takie pewne.

Wydaje się wprawdzie, że człowiek jest w dalszym ciągu (tak jak w Księdze Rodzaju) w tym samym miejscu we wszechświecie, ale ponieważ reszta (tj. przyroda) wskutek eko-wysiłków zmieniła dość mocno swoje "usytuowanie", rola wyznaczana obecnie człowiekowi jest nieco inna i ma polegać na czynieniu sobie składników przyrody już nie poddanymi - ale raczej przyjaciółmi.

Ma to oczywiście liczne zalety, nie do końca jeszcze odkryte, ale niestety także pewną nieusuwalną wadę:

Czy można bowiem wypełnić łańcuch pokarmowy przyjaciółmi?!

A jeść trzeba! – jak przytomnie zauważył Bohdan Smoleń w skeczu o ekspresowej socjalistycznej wegetacji ziemniaków.

Myślę, że w tym momencie wszyscy niezwykle boleśnie uświadamiamy sobie dramatyzm naszej (współczesnego człowieka) eko-egzystencji.

Oto, wbrew najlepszym (eko)intencjom, człowiek niespodziewanie znalazł się na krawędzi totalnej dehumanizacji życia pod postacią ekokanibalizmu (rozumianego tutaj jako zjadanie eko-przyjaciół ze świata fauny i flory lub, co jeszcze straszniejsze, zjadanie człowieka przez wymienionych eko-przyjaciół).

Co czynić - czy na ratunek nie jest już za późno?

Nie wiem czy wszędzie, ale jeśli chodzi o urbanistykę - myślę, że nie wszystko jeszcze stracone. 

Pewne, dość wyraźne wskazówki, w jakim kierunku powinniśmy podążać, czy raczej zawrócić,  możemy znaleźć… w historii XIX-wiecznej Francji. 

Wtedy to właśnie urbanista francuski, baron Georges Eugène Haussmann na polecenie Napoleona III Bonaparte przekształcił „średniowieczny” dotychczas (architektonicznie, urbanistycznie i infrastrukturalnie) Paryż w nowoczesną metropolię.

W latach 1852-1870 baron Haussmann wyburzył i przebudował w Paryżu szereg dzielnic, wytyczając nowe ciągi komunikacyjne, place, parki oraz bulwary.

To wtedy Paryż uzyskał blask, który zachwyca do dzisiaj (mimo iż w międzyczasie podejmowano liczne próby „usprawnień”).

Dlaczego wspominam właśnie Haussmanna? 

Pan Baron nie mógł z oczywistych względów znać XX-wiecznych „eko-idei” a mimo to stworzył dzieło, które zadziwia nawet dzisiaj, także swoją „eko-urbanistyką”. Dzieło, które wytrzymało próbę czasu i w dalszym ciągu stanowi niedościgniony wzór. 

Jak to więc było możliwe? 

Wprawdzie już dwieście lat wcześniej bohater utworu „Mieszczanin szlachcicem” niejaki Jourdain, wygłasza do swego nauczyciela słynną kwestię: 

Par ma foi! il y a plus de 40 ans que je dis de la prose, sans que j'en suisse rien. (U licha! już przeszło 40 lat mówię prozą, nic o tym nie wiedząc) - osobiście jednak bardzo wątpię aby baron Haussmann był Panem Jourdain francuskiej "eko-urbanistyki". (choć jestem pewien, że eko-urbanistom taka koncepcja bardzo się spodoba).

Może raczej, jako człowiek światły, najzwyczajniej w świecie uważał, że - parafrazując nieco św. Augustyna - gdzie człowiek jest na swoim miejscu (tj. wyznaczonym przez Stwórcę w Księdze Rodzaju), tam wszystko jest na swoim miejscu i jest bardzo dobre?

Całkowitej pewności w tym względzie oczywiście mieć nie możemy, ale kiedy patrzymy na Paryż Haussmanna, gdzie wszystko jest na swoim miejscu i jest bardzo dobre, trudno nie pomyśleć o św. Augustynie. 

—————

Powrót


Skomentuj artykuł

Nie znaleziono żadnych komentarzy.

Wstaw nowy komentarz






Ankieta

Jak oceniasz portal kontrURBANISTA?

bardzo interesujący (423)
86%

interesujący (30)
6%

nie mam zdania (9)
2%

mało interesujący (13)
3%

zdecydowanie nieinteresujący (19)
4%

Całkowita liczba głosów: 494


Ankieta

Jak oceniasz ten artykuł?

bardzo interesujący (1)
33%

interesujący (0)
0%

trudno powiedzieć / nie mam zdania (0)
0%

mało interesujący (2)
67%

zdecydowanie nieinteresujący (0)
0%

Całkowita liczba głosów: 3



 



   PUBLIKACJE PORTALU 



  



Ankieta

Istnieje hipoteza, iż na początku był chaos. Czy obecny stan polskiej przestrzeni to:

twórcze rozwinięcie pierwotnej koncepcji (260)
73%

jej konsekwentna kontynuacja (28)
8%

nieudolne naśladownictwo (68)
19%

Całkowita liczba głosów: 356